Wyszukaj


Msze Św. codzienne

  • 6:30
  • 7:00
  • 7:30
  • 18:00

Msze Św. niedzielne od roku 2020:

  • 6:30
  • 8:00
  • 9:30
  • 11:00 – SUMA, w II i IV niedziele miesiąca - CHRZTY
  • 12:30 – Z UDZIAŁEM DZIECI
  • 14:00
  • 17:00 – AKADEMICKO-MŁODZIEŻOWA
  • 19:00

Kurs przedmałżeński w roku 2020


  • I kurs:

18.02., 25.02., 03.03., 10.03., 17.03., 24.03., 31.03., 07.04.

  • II kurs:

08.09., 15.09., 22.09., 29.09., 06.10., 13.10., 20.10., 27.10

  • Kurs odbywa się w wtorki o 19:00 w auli starego domu parafialnego


Kancelaria:

  • wtorek – piątek 10:00 – 12:00 oraz 16:00 – 18:00
  • sobota 10:00 – 12:00
W okresie wakacyjnym:
  • wtorek - piątek 16:00 - 18:00

Telefon:

  • kancelaria i wikariat:
    +48 89 527 26 02
  • tel. dyżurny:
    +48 517 401 639

Poważne Sprawy, Poważne Odpowiedzi

Świadectwo Ani
Wpisany przez Autor nieznany   
wtorek, 15 kwietnia 2008 11:56

"Choćbym nawet szedł ciemną doliną, zła się nie ulęknę bo Ty jesteś ze mną"

Piszę ten list w 30 dniu bez samogwałtu. To jest jeden z najdłuższych okresów pewnej wolności od tego grzechu. Napisałam pewnej wolności, ponieważ tak naprawdę jest to prowizoryczna wolność, ten grzech nadal jest przy mnie. Powraca jak zły sen. Czasem myślę, że to jest już jak część mnie, ale bardzo się mylę. Chce Wam powiedzieć na początku, że nie jest to część Was, jest to część szatana a Wy tylko jesteście ofiarami jego nie ludzkich zabaw. Do kogo piszę? Piszę do wszystkich moich Braci i Sióstr w trudzie walki z masturbacją, ale jest to także list do tych, którzy dzięki Bogu są wolni od "tego", aby strzegli się i byli czujni, bo szatan tylko czeka aby Was załatwić, niszczyć i zamienić w narzędzie brutalnej przyjemności. Zwracam się do Was wszystkich z wielka prośba: rozejrzyjcie się w koło siebie, spróbujcie dostrzec innych ludzi, spytajcie znajomego czemu jest smutny, koleżanka czemu chodzi zapłakana, spróbujcie okazać serce - zapewniam nie pożałujecie. Są w koło ludzie potrzebujący waszej pomocy. Nie napisałam tego apelu od tak. W nawiązaniu do niego chciałabym Wam opowiedzieć o moim życiu, w zasadzie o 1,5 roku egzystencji, bo naprawdę trudno mówić tu o ludzkim życiu.

Byłam osobą bardzo ciekawą życia. Interesowało mnie wiele. Ludzkie zachowania i sytuacje w jakich się znajdują. Myślę ze u mnie tak jak u wielu z Was dotkniętych onanizmem, zaczęło się bardzo niewinnie. Od czasu do czasu jakiś film erotyczny, może czasopismo, głupie rozmowy. Zauważcie proszę ze w tych wszystkich przypadkach jest wszystko (wydawało by się): przyjemność, radość, jakaś teoretyczna "miłość". Brak jednak jednej z głównych cnót człowieka - godności. Proszę uwierzcie ze żadnemu z massmediów nie zależy na naszym dobru. Liczą się tylko i wyłącznie pieniądze i dużą popularność. Kompletny brak troski o człowieka, szczególnie młodego (takiego najczęściej dotykają początki onanizmu). Oglądałam to wszystko czasem z ciekawości czasem z nudów, ale niestety na tym się nie skończyło. Przyszła w końcu samotność. Siedziałam sama w domu, przychodziły przeróżne pytania: "po co żyć, jaki to ma sens?". Nie umiejąc znaleźć odpowiedniej, sensownej odpowiedzi zaczynałam marzyć. Mając bardzo zniekształcony obraz miłości marzyłam o bliskości, o tym jak by to było... Z marzeń bardzo szybko przeszło do "spróbowania". Najgorsze jest to ze próbowałam sama na sobie. Kiedy zrobiłam to po raz pierwszy poczułam dziwny wstyd, źle się po tym czułam. Ale, że w czasie samogwałtu było po ludzku "przyjemnie" to bardzo szybko spróbowałam po raz drugi i trzeci, i kolejne... w końcu doszło do tego ze straciłam kontrole nad onanizmem i nad nie dającym spokoju poczuciem winy i wstydu. Nie wiem dziś czy jest to tak do końca prawda ale wówczas jeszcze nie wiedziałam że onanizm jest grzechem. No bo niby skąd?! Z "mądrych" gazetek typu "Bravo" dowiedziałam się ze jest to normalny typowy dla wieku dojrzewania odruch i że nie powinnam się martwić. I ja w to uwierzyłam. I wierzyłam aż do momentu kiedy nie zaczęłam onanizowałam się po kilka razy dziennie. W końcu nie chciałam, ale to samo powracało, zawładnęło mną całkowicie, stało się częścią mojego życia, częścią tą najgorsza, ale również tą największą. Dostałam książkę ks. Malińskiego "Zanim powiesz kocham". Z niej po raz pierwszy dowiedziałam się jak bardzo niszczę siebie i jak bardzo obrażam Chrystusa. Jednak i tutaj wstyd wziął górę, nie poszłam do spowiedzi. Przez ponad pół roku okłamywała się: "a może mi się wydawało, może tego nie zrobiłam, a może nie jest to ten właściwy samogwałt?". Przyjmowałam Ciało Chrystusa po tym jak niespełna godzinę wcześniej zrobiłam "to". Nadal choć Chrystus mi przebaczył w sakramencie pokuty, ja sobie nie potrafię wybaczyć. Zanim poszłam do spowiedzi powstały pytania: "Co ksiądz powie jak usłyszy?" Paradoksalnie bałam się miłosierdzia Bożego. Czemu tak się dzieje? Zapominamy często o istocie spowiedzi św. SPOWIADAMY SIĘ CHRYSTUSOWI, A KSIĄDZ JEST TYLKO I WYŁĄCZNIE POŚREDNIKIEM. Uwierzcie mi że tak naprawdę księdza nie interesują wasze grzechy, a wręcz przeciwnie jakby mógł to by ich z chęcią nie słuchał. On jest w konfesjonale po to, aby rozdawać MIŁOŚĆ, którą dostał do Boga. Błagam nie bójcie się spowiedzi z samogwałtu - to jest jedna z głównych części owocnej walki z szatanem. Bez spowiedzi, bez pojednania z Bogiem po prostu nie można walczyć z onanizmem. Bo prawda jest brutalna: tak naprawdę nic byście sami nie zdołali zrobić, szatana w Was może zwalczyć tylko Bóg, sami już przegraliście, a z Bogiem zapewniam że wygracie. Będzie kiedyś taki dzień, na pewno przyjdzie ze się obudzicie rano i stwierdzicie ze jesteście wolni. Będzie to dzień chwalebny. Nie wiem kiedy przyjdzie, ale wiem że na pewno nadejdzie, jeśli podejmiecie walkę od dziś to być może ten dzień tu "jutro", a może "pojutrze"...

Teraz wspomnę o tym że patrząc na moje życie z pewniej perspektywy czasu, myślę że można było zapobiec temu wszystkiemu co doprowadziło do tego że stałam się narzędziem do niezdrowych przyjemności, tak bardzo poniżających godność ludzką. Z czasem stałam się coraz bardziej zamknięta w sobie, często smutna, zdarzało się ze szybko się denerwowałam, a potem straszliwie "rozklejałam", często wprost mówiłam, że jest mi trudno, ze mam zły dzień, nigdy jednak nie podałam prawdziwego powodu. To było ciche wołanie o pomoc, krzyknąć bardziej się bałam. Wtedy nikt tego nie zauważył, a może nikt tego widzieć nie chciał ? Sama nie wiem. Byłam bardzo samotna, a to jeszcze pogarszało sprawę. Bardzo Was proszę nie wstydźcie się wołać o pomoc. Nie wstydźcie się grzechu, wstydźcie się raczej uciekania od niego w samotność, w możliwość długiego, niepotrzebnego rozmyślania. Stawajcie w prawdzie! Nie dopuście, błagam Was do tego, aby zdać się na straty. Nigdy nie jest za późno ! Jeśli uważacie się za śmieci już przegraliście. Ja w pewnym momencie stwierdziłam: "jak mam tak żyć, to lepiej wcale". Było to najgłupsze stwierdzenie do jakiego w życiu doszłam. Połknęłam za dużo tabletek. Dzięki Bogu nie udało mi się - żyję! Chwalę Boga za to, że mnie uratował. Zrobił to, bo mnie kocha. Pamiętajcie nit z was nie jest śmieciem, Bóg was kocha, a Bóg nie kocha śmieci, On kocha ludzi więc po co wchodzić w takie sprzeczności z Bogiem. Nie martwcie się jak Wam walka nie wychodzi. Bóg i tak was kocha mimo wszystko. To jest tajemnica Bożej MIŁOŚCI. Cieszy się jak idziecie go przeprosić w spowiedzi św.

A teraz bardzo proszę przeczytajcie uważnie te zdania poniżej. To jest moja recepta na szczęście, czyli na życie bez onanizmu. Trzeba sobie jasno powiedzieć co się wybiera: życie w czystości, czy onanizm. Trzeba pamiętać że onanizm zaczyna się już przy początku myśli że to zrobię, czy tez podczas działań mogących do niego doprowadzić. Nie można "kusić diabła" i się pytać czemu przyszedłeś. Pamiętajcie że każdy obejrzany film może i najczęściej prowadzi do onanizmu właściwego. Nie da się walczyć z onanizm kiedy mu się jasno nie powie NIE. Nic nie zdołacie zrobić a na pewno nie zdołacie zwyciężyć onanizmu kiedy zapytani "czy chcesz z tym skończyć?" będziecie odpowiadać "tak, ale...", "właściwie czy to takie złe...". Musicie raz na zawsze powiedzieć NIE. Wiem ze to nie łatwe. Zawsze jest strach przed tym, że będzie boleć jak się nie uda. Ale pomyślcie: tak bardzo boli za każdym razem jak się upada, to czy nie lepiej jak zaboli raz a dobrze i na zawsze koniec? Wiem, że czujecie się słabi, że z kolejnego upadku coraz trudniej powstać, no bo nawet tak po ludzki pomyśleć łatwiej powstać jak się raz na chodnik upadnie, a o ile bardziej trudno jak się zaryje buzią po raz 15, 30 czy 60 razy z rzędu. Ale nie tylko my upadamy, upadał też Chrystus. Ale On powstawał, powstawał bo robił to dla nas, czyli dla Ciebie, dla mnie i dla tych wielu milionów ludzi na świecie żyjących. Upadł, czuł się zbesztany, poniżony, zniszczony, upodlony a jednak ciągle wstawał. Tak my tez powinniśmy wstawać, jak uważacie ze nie warto dla siebie wstać to zróbcie to dla Boga. On pragnie abyście wstali, czeka na was w sakramencie pokuty i pojednania. Dlaczego tak ważna jest spowiedź po każdym grzechu przeciwko czystości? Często zadawałam sobie pytanie dotyczące granicy miedzy "robię to bo chcę" a "robię to z nałogu". Prawdą jest ze nałóg osłabia moralną odpowiedzialność za grzech, ale należy tez sobie uświadomić że tylko powiedzenie ze "czarne jest czarne, a białe jest białe" pozwoli na konkretne sprzeciwienie się onanizmowi. Będzie na pewno łatwiej działać Duchowi św. w Was jeśli będziecie mieli serce czyste, nieskazitelne. Nie bójcie się częstej spowiedzi. Był taki okres ze spowiadałam się niemal codziennie. I tu wspomnę że warto mieć kierownika duchowego w przypadku grzechu nieczystości. Jest to ważne aby zapobiec każdorazowemu opowiadaniu jak "gdzie, kiedy, od kiedy" itp.


No, ale jak walczyć, jak się nie dać??? Powiem jak ja to robię. Często jest tak ze grzech przychodzi nagle, jak piorun z jasnego nieba i wtedy jest tylko moc przepraszania Boga. Ale często jest tak że wyczuwamy jakąś sytuacje, ze może nas kusi, zostajemy sami, jest nam trudno, pierwsze co róbmy to chwyćmy w ręce Pismo Święte, otwórzmy np. na Psalmach i módlmy się "Zmiłuj się Panie w łaskawości Swojej, w ogromie Swej litości zgładź moją nieprawość". Będzie nam trudno, każda modlitwa wydawać się będzie fikcją, abstrakcją, szatan będzie nam podszeptywał, że to nie ma sensu, że i tak ulegniemy prędzej czy później. Nie poddawajcie się, nawet jak takie głosy słyszysz, jak jest niepewność czy modlitwa odniesie skutek pożądany. Często będziecie przy tym płakać będzie po ludzku boleć, nie poddawajcie się proszę. Złapcie się krzyżyka (dobrze abyście taki nosili na piersiach, to będzie Was chroniło przed szatanem). Jak zwykła modlitwa nie pomaga to stańcie się troszkę "wariatami". Nie bójcie się wołać, krzyczeć, a wręcz drzeć się za Chrystusem "Panie ratuj, Chryste pomóż, sam sobie nie poradzę!!!". Ja często krzyczę nie zważam na innych bo wiem, że w ten sposób ratuje swoje życie. Warto abyście mieli przyjaciela, do którego możecie np. zadzwonić kiedy "to" przyjdzie. Nie zdajecie sobie nawet sprawy jak to może Wam pomóc, dosłownie jedna minuta rozmowy. Warto mieć przyjaciół. Ja co dzień za nich Panu Bogu dziękuję. To właśnie dzięki przyjacielowi pisze ten list. On powiedział: "Zrób to dla innych, zrób to dla siebie". To przyjaciel sprawił że zaczęłam walczyć, to modlitwa, i obecność duchowa przyjaciela wspomagała mnie w chwilach trudności. Nie bójcie się mieć przyjaciół od serca, oni zawsze są potrzebni. Wielkim błędem jaki popełniamy często to jest umieszczamy onanizm w centrum naszego życia. Żyjemy nim nie widząc pozytywnych wartości ani w sobie ani w innych. Spróbujcie spojrzeć na Wasze życie globalnie - jest grzech, ale najważniejsze jest nie koncentrowanie się na nim tylko nam powstaniu jak się upadnie. Musicie się nauczyć na razie żyć w ciągłej walce, to będzie trudne ale zapewniam warto.

Na koniec chcę Wam poradzić jak można zabezpieczyć i wspomóc się w walce. Proście każdą możliwą osobę o modlitwę w waszej intencji. Nie musicie mówić o co tak właściwie chodzi, po prostu: "czy mógłbyś się w mojej intencji pomodlić?" To pomaga - wierzcie mi. Warto się też zapisać do jakiegoś ruchu przykościelnego. Nie będziecie sami ze sobą. Onanizm najbardziej lubi samotność!. Chce Wam powiedzieć, że jak podejmiecie walkę stanowczą w Imię Chrystusa to pokonacie wszystko: grzech i własną słabość. Tylko troszkę więcej wiary w Zbawiciela!. Gdyby nasza wiara była choć tak mała jak ziarnko gorczycy On by ziemie poruszył abyśmy nie zgwałcili się.

WIĘC UWIERZCIE ŻE CHRYSTUS WAS UZDROWI.
Ja ufam i mam nadzieje, że podejmiecie walkę, bo naprawdę warto być wolnym w Bogu!!
Adonai Elshadai !!!

Ania

Poprawiony: sobota, 30 lipca 2011 08:19
 

Komentarze  

 
+1 #1 Alina 2011-03-28 13:12
Dziękuje Ci Aniu :-)
 
 
0 #2 Kamil 2011-07-29 23:34
Szacunek dla tej dziewczyny...
 
Copyright ©2007-2021 by Parafia NSPJ Olsztyn. All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.